Chcę tylko ukończyć ten bieg

Biegacze są dziwni. Ponieważ jestem biegaczem, domyślnie oznacza to, że ja też jestem dziwny. Nie ma w tym nic dziwnego. Kiedy mówię, że jesteśmy dziwni, to nie tyle chodzi o to, kim jesteśmy jako jednostki, ale raczej o wiele sposobów, na jakie nasz wybrany sport powoduje, że zachowujemy się dziwnie, neurotycznie wręcz. Jesteśmy wielkimi racjonalizatorami, mentalnie manipulujemy sobą, ciągle zawieramy umowy z naszymi ciałami, usprawiedliwiamy nasze decyzje treningowe, aby pasowały do tego, jak się czujemy, wiecznie obserwujemy pogodę i oceniamy teren, po którym biegamy.

Jedną z najwspanialszych rzeczy w byciu biegaczem jest to, że, ogólnie rzecz biorąc, rozumiemy i wybaczamy sobie nawzajem swoje dziwactwa i neurozy. W rzeczywistości jesteśmy skłonni naśladować innych biegaczy, nawet jeśli (a może zwłaszcza jeśli) dokonują wątpliwych wyborów. Każdy z nas twierdzi, że kocha/nienawidzi wzniesień, płaskich terenów, upału, wiatru, szlaków, deszczu, dróg, błota, zimna, skał czy śniegu, podczas gdy tak naprawdę kochamy lub nienawidzimy samych siebie na podstawie tego, jak radzimy sobie danego dnia w danych warunkach. Uważamy pewne warunki za nasze ulubione, podczas gdy twierdzimy, że innych nie znosimy.

Prawda jest taka, że lubimy biegać dobrze i czuć się dobrze, więc czekamy aż to się stanie, a następnie odwracamy to doświadczenie, aby uwierzyć, że warunki, które były obecne podczas tego dobrego biegu były idealnie dopasowane do naszych mocnych stron. W rzeczywistości każdy z nas może być dobry w bieganiu, w każdych warunkach, ale najpierw musimy w to uwierzyć. Solidne, mentalne podejście do biegania może pokonać sponiewierane ciało, ale odwrotnie zazwyczaj nie jest prawdą. Nasze myślenie może spowodować porażkę nawet wtedy, gdy nasze ciało jest całkowicie zdrowe i gotowe do biegu. Lub jak lubię mówić, 50% biegania jest w połowie mentalne więcej niż 90% czasu. W każdym razie, jak już mówiłem, biegacze są dziwni… i lubimy to.

W większości sportów zawodnicy próbują zastraszyć swoich przeciwników, aby wyrzucić ich z gry. W bieganiu jest to zupełnie niepotrzebne, bo nasze głowy są już wypchane zastraszającymi, pokonującymi samych siebie bzdurami, które przez lata tam wkładaliśmy. Nikt inny nie musi zawracać sobie głowy mieszaniem nam w głowach, bo mamy to już za sobą. Na przykład, kiedy słyszę, jak ktoś mówi: „Chcę tylko skończyć ten bieg”, nie wierzę mu. Nie twierdzę, że wypowiadający te słowa nie jest szczery. W rzeczywistości jestem pewien, że sam kiedyś wypowiedziałem te słowa i jestem tak samo pewien, że wtedy miałem je na myśli. Ale z bezbłędną jasnością perspektywy czasu, nie sądzę, że naprawdę „chciałem tylko skończyć tamten bieg”. Myślę, że tak naprawdę chciałem powiedzieć: „Chcę tylko ukończyć ten bieg bez zbytniego cierpienia i chciałbym dobrze wyglądać, a jeśli to nie będzie zbyt duży kłopot, chciałbym ukończyć znacznie szybciej niż się spodziewałem, ale bez wymiotowania na moje nowe buty. Przynajmniej, chcę skończyć wystarczająco szybko, żeby zetrzeć to zasmarkane zadowolone z siebie spojrzenie z twarzy mojej współpracownicy, bo myśli, że jest wszystkim, odkąd w zeszłym roku pobiegła w Warszawie. ALE, jeśli pogoda jest naprawdę zła i kurs jest trudny i mam problemy żołądkow, wtedy naprawdę, chcę po prostu skończyć.” Myślę, że to właśnie miałem na myśli.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *